Lehman Brothers
Będąc nawet średnio aktywnym graczem na rynku kapitałowym nie można nie wiedzieć lub nie słyszeć o tym, że dzisiaj właśnie przypada jakże ciekawa rocznica upadku Lehman Brothers. Wszelakiej maści eksperci spierają się “co by było gdyby”, a że wolę (słusznie lub nie) słuchać samego siebie, skłoniło mnie to do przeanalizowania indeksów pod kątem właśnie tego wydarzenia. Na tapetę wziąłem WIG20, ujęcie długoterminowe, a więc świece miesięczne.
Na powyższym wykresie widać 2 linie trendu – A i B. Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że gdyby nie upadek LB wsparcie A nigdy nie zostałoby pokonane. Brnąc dalej w te dywagacje, i przyjmując do obliczeń poziom wsparcia na 1600 pkt. obecne poziomy indeksów (2100) są raptem tylko 31% od dołka, a tegoroczny szczyt tylko 43%. Pozytywnym akcentem jest także to, że rynek funkcjonuje już normalnie, a nie w sytuacji zagrożenia bankructwem USA. Tak więc wsparcie A, w moje przynajmniej ocenie, nie powinno być już pokonane.
Rysowany przeze mnie obraz nie jest jednak do końca taki różowy. Zwróćmy uwagę na to, co stało się pod koniec ostatniej bessy (rok 2000). Po odbiciu od dna (wrzesień 2001) dobiliśmy aż do EMA30 (luty 2002), indeks WIG20 wzrósł aż o 49%, aby potem znowu szurać brzuchem po dnie. Hossa zaczęła się tak naprawdę w marcu 2003 roku. Potrzebowaliśmy tak więc naprawdę 12 miesięcy, aby w pełni rozpocząć kompletnie nowy rozdział w historii giełdy.
Najczęstszą słyszaną obecnie prognozą są spadki. O ile poziomy są różne, to myślę że zjazd do 1700-1800 pkt na WIG20 jest całkiem prawdopodobny i do tego uzasadniony. Przecież to tylko 20 kilka % od szczytu. Praktycznie nic w porównaniu z poprzednimi spadkami i wzrostami, a ceny akcji stałyby się ponownie super atrakcyjne. Ubilibyśmy sobie taką zniżką solidnie grunt pod nogami – idealny fundament do nowych maksimów.
Oczywiście możemy też mieć w najbliższej przyszłości trend horyzontalny. Nie byłoby to też takie znowu złe – wiele papierów jest ciągle bardzo tania, jak tylko popatrzy się na nie przez pryzmat potencjalnych wzrostów w ciągu najbliższych 5-6 lat. Przyznacie jednak, że byłaby to całkiem niezła niespodzianka, dla większości graczy którzy obecnie obstawiają spadki.
Jest jeszcze 3 scenariusz: wybicie z trójkąta górą. Jak dla mnie na tyle nieprawdopodobny, że nie ma sensu go obstawiać. Głupotą jest jednak całkowite wychodzenie z rynku.
Drogi Czytelniku – zrobisz tak jak chcesz. Mi pozostaje tylko odpowiedzieć sobie na 1 pytanie: Czy jest w ogóle sens bawić się teraz na giełdzie? Czy nie lepiej zostawić to wszystko jak jest, nic nie sprzedawać, ustawić zlecenia K na najbliższy rok, a w międzyczasie poświęcić się normalnej pracy i za oszczędności powoli i systematycznie dokupywać akcje?
